Logo
knajpy.krakow.pl
niedziela, 22 października 2017 

Forum o Krakowie

Find a place
Random photo
Restauracja Tajska Samui
Kliknij by wyświetlić informację o knajpie
gallery >>
Places from A to Z
Oldsmobil Drink Bar ...
Omerta
Panorama Klub
Paparazzi The Origin...
Pergamin
więcej >>
 Felietony

Kliknij żeby powiększyćBajka o Superwilku

Czemu kultura masowa cieszy się taką popularnością? Dlaczego co wieczór miliony ludzi zasiadają przed telewizorami, żeby obejrzeć serial, głupią komedię mniej lub bardziej romantyczną, ale zawsze z happy endem. Czemu czytamy Grocholę, a nie Manna, skoro wiadomo, że ten drugi był lepszy, a nawet więcej?

Miałam pisać głównie o muzyce, wiem... Ale nowa płyta Ścianki jeszcze się nie ukazała, epkę tejże odbieram dopiero w piątek, a zanim się osłucham, minie trochę czasu. Nowe Placebo wszyscy już znacie, więc nie będę się wymądrzać na temat nowości. Zresztą ostatnio zastanawiam się zupełnie nad czymś innym... Czemu kultura masowa cieszy się taką popularnością? Dlaczego co wieczór miliony ludzi zasiadają przed telewizorami, żeby obejrzeć serial, głupią komedię mniej lub bardziej romantyczną, ale zawsze z happy endem. Czemu czytamy Grocholę, a nie Manna, skoro wiadomo, że ten drugi był lepszy, a nawet więcej? Właśnie – myślę i zdołałam uknuć na ten temat misterną teorię. Proszę Państwa, szukamy bajki, szczęśliwych zakończeń, absurdalnych zwrotów akcji, czyli tego, czego tak bardzo brakuje nam w życiu. U Manna wszystko nie kończy się pocałunkiem, a u Grocholi tak i to właśnie decyduje o jej sukcesie komercyjnym. Każdy sobie myśli, że dość ma w życiu problemów, spleenowych momentów i spraw do przemyśleń, więc kiedy już bierze tę książkę do ręki , albo pilota (pilot lepszy, bo drugą ręką można sięgać do wielkiej miski z czipsami ustawionej na kolankach), to chciałby poczuć się szczęśliwy. I co więcej – czuje się! Ostatnio, kiedy też siedziałam taka cała zachwycona, bo dwoje bohaterów po jakichś strasznych zawieruchach w końcu do siebie wróciło, zaczęłam się śmiać sama z siebie. W głowie neonem zaświtało mi pytanie: „z czego się, kretynko, tak cieszysz?”. Właśnie, przecież to nie do mnie wrócił ukochany, nie ja odnalazłam skarb, a przeżywam, jakby to wszystko co najmniej mnie dotyczyło... I tak to jest – zastępujemy braki w swoim życiu fikcyjnymi fabułami. Życie nie jest żadną bajką, więc szukamy jej poza życiem. A mądrzy i sprytni ludzie dorabiają się na tych naszych mrzonkach fortun i wprowadzają w życie marzenia o bajce... Jedyne, co mogę w związku z tymi moimi przemyśleniami zrobić, żeby nie zacząć teraz głosić teorii niczym z „Poradnika domorosłego psychologa”, to przytoczyć małą informację z życia wziętą. W tym roku na swoje urodziny dostałam właśnie bajkę na jawie. Przyczynili się do tego wszyscy moi przyjaciele i za to im dziękuję. A teraz pozostały wspomnienia o zapachu frezji, smaku bitej śmietany i martini, z dźwiękami „Praise You” oraz „First Day” w tle... Ale seriale oglądam nadal... Muzyczną część obiecałam, a obietnic dotrzymuję. Nie chcę pisać o nowościach, bo nic tak naprawdę nie rozłożyło mnie na łopatki. Za to od kilku dni słucham płyty wydanej w 2005 roku. Pomyślałam, że o niej trzeba pisać, nawet sprayem na murach , bo warta każdych pieniędzy, liter każdej wielkości i najgłębszych wzruszeń. Jest efektem niezwykłej współpracy Bonnie ‘Prince’a’ Billy’ego oraz Matta Sweeneya, a tytuł jej „Superwolf”. Zachwyca mnie ten album, jak rzadko który. Nie jest przebojowy, wymaga nocnej aury, wprowadza w stan takiej melancholii, że nie pozostaje nic innego, jak tylko otworzyć okno i zapalić papierosa, spoglądając w gwiazdy. Tam nie ma gorszych piosenek, bo album jest spójny i dobrze zrobiony. Jeden z utworów wydaje mi się natomiast nie tyle lepszy, co bardziej poruszający, ale ma on przewagę nad innymi, bo znałam go od dawna... Chodzi mi o dość popularną piosenkę „Lift Us Up” – nie umiem słowami opisać, co w niej niezwykłego, może po prostu wszystko... Stylistyką i bardzo melodyjnymi piosenkami „Superwolf” przypomina mi płytę Gary’ego Jules’a „Trading Snakeoil For Wolftickets”. Wiem, że ta druga jest bardziej przebojowa, nieco szybsza i wyprodukowana w bardziej hollywoodzkim stylu, ale jednak Gary jest tak samo wzruszający. Przynajmniej dla mnie. Zresztą o tym albumie na pewno kiedyś opowiem więcej, bo to jedna z moich najukochańszych płyt. Nigdy nie sądziłam, że tak mnie zachwyci niemal popowa prostota piosenek. W każdym razie album „Superwolf” polecam bardzo gorąco. A swoją drogą ciekawa jestem, czy ktoś był na koncercie Bonnie’ego w zeszłym roku w Warszawie... Ja niestety przegapiłam, za co pluję sobie w brodę... Niedługo napiszę o nowej Ściance, pewnie wcześniej niż za miesiąc. W gruncie rzeczy już teraz mogłabym powiedzieć, że warto nabyć „Pana Planetę”. Ale powstrzymam się te paręnaście dni. Do napisania!

Iris

Wasze opinie Utworz nowy watek

Zespół knajpy.krakow.pl nie odpowiada za treść komentarzy, zastrzegamy sobie jednak prawo do usuwania bądź skracania ich treści jeśli jest niezgodna z regulaminem forum. Dane osób umieszczających komentarze są logowane i w razie naruszenia prawa lub dobrego imienia osób trzecich mogą zostać przekazane odpowiednim instytucjom.
nutika (2006-05-23 08:30:50, IP: 83.14.139.x)
Zamiast komentarza autorce przesyłam tylko wielki, wielki uśmiech :D
Dodaj komentarz / Utworz nowy watek