Logo
knajpy.krakow.pl
środa, 8 lutego 2012 

Forum o Krakowie

Find a place
Random photo
Kawiarnia Naukowa
Kliknij by wyświetlić informację o knajpie
gallery >>
Recently added
Bar No 7
Chocoffee Galeria Ka...
Jazz Faust Cafe
Bafomet Club
Hedonic Club & Loung...
więcej >>
 Reportaż
OFF Festival – dzień drugi (sobota, 19 sierpnia’06)

Średnio przespana noc nie nastrajałaby zbyt optymistycznie, gdyby nie rysująca się przede mną perspektywa jednego z bardziej oczekiwanych przeze mnie koncertów OFF Festivalu...

Doskonale znałam tę muzykę, ale zawsze z niegasnącym od dwóch lat entuzjazmem czekam na możliwość słuchania Jacka Lachowicza na żywo. Nigdy nie widziałam go na dużym plenerowym koncercie, bo i nieczęsto na tego typu imprezach się pojawia. Nie ukrywam, że miałam pewne obawy – wczesna popołudniowa godzina, mało kameralny klimat. Zastanawiałam się, na ile jego piosenki obronią się w takiej aurze. Zapowiedziany przez Piotra Stelmacha wyszedł na scenę. Ostatni raz w składzie z Jackiem Kuleszą na gitarze. Powiedział, że będzie prezentował materiał przeznaczony na drugą płytę, która, jeśli wszystko pójdzie dobrze, ukaże się jeszcze w tym roku. Od razu złapał kontakt z publiką. Z tyłu dziki wrzask: „Szóstka!!!”. Niestety nie tym razem... „Szóstkę, tak, miałem z muzyki. Dzisiaj nie będzie żadnych Szóstek czy Siódemek.” Dotrzymał słowa. Z debiutanckiej płyty zagrał tylko „Analizę” (zresztą w świetnej przearanżowanej wersji) oraz „My Friend”. Poza tymi dwoma wyjątkami pojawiły się wyłącznie nowe kawałki – niektóre znane już publiczności z koncertów, inne zupełnie premierowe. Wszelkie moje obawy okazały się niepotrzebne. Oczarował publiczność i pokazał, że jego kolejna płyta jest tym, na co warto czekać. Będzie cała po polsku i przy odpowiedniej promocji wróżę jej niemały sukces. Proste, świetnie skomponowane piosenki, pozostające jednak w nurcie alternatywy, ale tej strawnej dla każdego, kto w słuchanie muzyki wkłada jakikolwiek wysiłek. Na żywo brzmią rewelacyjnie – nie tylko chwalone przeze mnie już kilkakrotnie „Płyń” czy „Za morzami”, ale też te bardziej energetyczne. I ktoś może powie, że jestem nieobiektywna, bo to jeden z moich najukochańszych polskich artystów. Nie zmienia to jednak faktu, że na Off Festivalu pokazał, że nie straszna mu duża scena i że potrafi porwać publiczność pomimo wczesnej pory, co udaje się niewielu. Po koncercie Jacka Lachowicza czekałam już właściwie tylko na White Birch i I AM X. W międzyczasie jednak udało mi się zobaczyć spory kawałek Mitch & Mitch. Zespół zrobił na mnie duże wrażenie. Rewelacyjne show, doskonały kontakt z publiką, ogromny dystans do siebie i granej muzyki. Zresztą każdemu, kto zna Macio Morettiego, nie trzeba tego tłumaczyć. I, o dziwo, płyta zespołu (producentem jest Maciej Cieślak, a premiera już całkiem niedługo) zapowiada się bardzo interesująco. Potem świetnie zagrał Janerka, który choć należy, bądź co bądź, do pokolenia muzycznych weteranów, ma w sobie więcej energii niż parę młodych zespołów razem wziętych. Wiem też, że świetnie poradziły sobie Pustki, choć nie udało mi się być na całym ich koncercie. Publiczność wyraźnie zachwycił austriacki zespół Sofa Surfers. Do mnie nie do końca ta muzyka trafia, ale obiektywnie koncert wypadł bardzo dobrze. Należy im się ogromny plus za wizualizacje w tle. Wreszcie jednak niebo pociemniało i przyszedł czas na norweskie White Birch. Znałam wcześniej kilka ich piosenek, dlatego pokładałam duże nadzieje w ich koncercie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że się nie zawiodłam. Zagrali piękny, delikatny, refleksyjny koncert. Słuchając ich, wchodzi się w baśniowy świat pełen pastelowych barw i melancholijnych krajobrazów. Kiedy grali, publiczność całkowicie milkła. Żadne moje pochwały nie byłyby bardziej wymowne... Po White Birch nie spodziewałam się już żadnych rewelacji. I AM X nigdy nie zrobiło na mnie większego wrażenia i poszłam na ten koncert, żeby spróbować zrozumieć, czym wszyscy tak się zachwycają. Proszę Państwa, zrozumiałam i biję się w piersi za swoja ignorancję. Chris Corner na żywo to wulkan energii. Można by nawet powiedzieć, że emanacja ciemnej strony mocy. Do tego dochodzą syntezatory o brzmieniu wyjętym rodem z lat osiemdziesiątych i pani w firankach powiewająca po scenie. Jakieś pytania? Przyznam, że mnie na tym koncercie oszalały połączenia nerwowe i mózg odmówił posłuszeństwa. Zdecydowanie największa niespodzianka Off Festivalu i najlepszy deser, jaki mogliśmy sobie wymarzyć po wielkiej muzycznej uczcie. Dla mnie ten koncert był ostatnim podczas mysłowickiej imprezy. Nie pozostaje nic innego, jak tylko postawić organizatorom dużego plusa i czekać z niecierpliwością na drugą edycję w przyszłym roku.
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
Kliknij żeby powiększyćKliknij żeby powiększyć
 
 
Iris     

Wasze opinie Utworz nowy watek

Zespół knajpy.krakow.pl nie odpowiada za treść komentarzy, zastrzegamy sobie jednak prawo do usuwania bądź skracania ich treści jeśli jest niezgodna z regulaminem forum. Dane osób umieszczających komentarze są logowane i w razie naruszenia prawa lub dobrego imienia osób trzecich mogą zostać przekazane odpowiednim instytucjom.
Brak komentarzy